Wstęp tychże wypocin
postanowiłem napisać przed faktyczną wizytą w kinie. Zerkam
zmęczonymi oczami na zegarek – 14:54, środa, 15 listopada. Seans
przedpremierowy zarezerwowałem na 20:10, więc dobrze będzie umilić
sobie czekanie soundtrackiem z filmu, który już trafił do
internetu. Nie mogę się doczekać i obawiam jednocześnie. Dlaczego
to sobie robię? Po tym jak zawiodłem się na „Suicide Squad” i
„Batman v Superman”, w międzyczasie dodatkowo sponiewierany
przez chałturę jaką tworzy się w telewizji na podstawie komiksów
DC, czasami myślę że cierpię na syndrom sztokholmski. Choć nadal
trwam przy przekonaniu że „Dawn of Justice” nie było tak złym
filmem jak wszyscy wokół by chcieli, to z całą pewnością uważam
że był fatalny jako adaptacja komiksu.
